Legenda o zbóju Tewelu
Wpisany przez Dorota Skwark
środa, 15 stycznia 2014 16:39
W dawnych czasach Góry Świętokrzyskie słynęły z tego, że grasowało w nich wiele band zbójeckich. Jedną z takich band dowodził Tewel, Żyd węgierskiego pochodzenia. Upodobał sobie nasze góry i w nich postanowił wieść zbójeckie życie. Było to około roku 1825. Banda Tewela liczyła trzydziestu rzezimieszków, zaś zastępcą dowódcy rozbójników był włościanin spod Świętego Krzyża, niejaki Łembek (Lembek).
Tewel i jego kamraci byli bezwzględni, siali strach w całej okolicy. Zbóje ci napadali nie tylko na dwory czy kupców, jak to inni zbójcy mieli w zwyczaju, ale nie oszczędzali także plebanii, rabując wszystko, co tylko się dało, a tych, którzy nie chcieli wskazać miejsca ukrycia kosztowności, bezlitośnie torturowali. Schronienie dawała im kryjówka na górze Zamczysko, niedaleko wsi Widełki.
Ciekawostką jest fakt, że Tewel ze swoją bandą (podobnie jak inne grasujące w pobliżu bandy) nigdy nie napadł na klasztor położony na
Świętym Krzyżu. Być może z tego powodu, że tam na modlitwie wolne chwile od niecnych zajęć lubiła spędzać jego koleżanka po fachu, herszt męskiej bandy, niejaka Barbara Rusinowska, łotrzycą jezdną nazywana. Być może to niepisany kodeks zbójecki im nakazywał takie zachowania. W każdym razie Tewel również trzymał się z dala od tego klasztoru. Za to zasłynął dzięki kradzieży z fundamentów kościoła w Cisowie "diablej rączki", która miała przynieść szczęście właścicielowi, jak podaje legenda. Na nic owa kradzież się zdała, ponieważ banda Tewela rozpadła się, gdy zaczęto ścigać prawem jej członków. Pojmano rzezimieszków, postawiono przed sądem w
Chęcinach, gdzie sędzia Raciborski skazał ich na więzienie. Sam herszt bandy był jednak sprytniejszy, zdołał uciec przed karą na Węgry.
Opracowano na podstawie:
www.powiat.kielce.pl